Bez spotkań z nimi trudno wyobrazić sobie jakikolwiek dzień w Laponii, a zwłaszcza w jej wschodniej części.
niedziela, 6 listopada 2022
wtorek, 6 września 2022
Lapoński dom
Przeprowadzka do Finlandii ma wiele aspektów. Najważniejszym jest nasza potrzeba życia jak najbliżej natury. Potrzebujemy tego tak jak powietrza. Nasze życie bez codziennego kontaktu z przyrodą traci sens i znaczenie. W naszym nowym miejscu kontakt z naturą jest na takim poziomie na jakim być powinien.
środa, 31 sierpnia 2022
Zmiany, zmiany, zmiany
10 sierpnia 2022 roku zaczęliśmy zmieniać nasze życie na całego. Dużo można o tym pisać. I będziemy to robić. Dzisiaj jednak napiszę tylko tyle - rozpoczynamy nasze życie w Laponii. Przez ostatnie dwadzieścia lat nie paliło się w tym domu światło. Nie pachniało w nim ciastem, czy zwyczajnie dobrym jedzeniem. Nie było słychać w nim ludzkich rozmów, czy śmiechu. Od środy to się zmieniło. Jesteśmy w nim my. Finlandia, Laponia, gmina Posio.
czwartek, 23 czerwca 2022
Rasti
15 czerwca umarła Rasti. Ostatnia weteranka Inarijarvi Expedition. Teraz z uczestników tamtej wspaniałej wyprawy żyjemy już tylko my.
Życie z wieloma psami to fantastyczna sprawa, z której warto uczynić sposób na życie. Jednak takie życie nie jest usłane różami. Życie to także kończąca je niechybnie śmierć. To tej śmierci przeżywanie. Im większa psia rodzina, tym więcej śmierci, tym więcej śladów i blizn na psychice. I rozmaite problemy, z którymi trzeba sobie radzić lepiej lub gorzej. Śmierć należy jakoś tam oswoić, bo inaczej popadniemy w szaleństwo. Ostatnio przyszło mi do głowy, że tak naprawdę śmierć nadaje sens życiu. Gdybyśmy byli nieśmiertelni, to wszystko nie miałoby znaczenia. Nie odczuwalibyśmy presji czasu, nie musielibyśmy się śpieszyć. Na wszystko mielibyśmy czas w nieograniczonych ilościach. Nie dziś to jutro albo za sto lat. Nie wiem, czy byłoby to dobre. Śmierć umieszcza życie w konkretnych ramach. Określa je. Mamy tyle i tyle i nic więcej. Albo zdążymy, albo nie. Ponadto śmierć tworzy dramaturgię życia. Bez niej wszystko byłoby jałowe i bezpłciowe. Nudne i monotonne. Na dodatek życie wieczne byłoby niezwykle męczące. Znosić ludzka głupotę i zło całymi wiekami jawi i się istnym koszmarem. A tak przemęczymy się te kilkadziesiąt lat i fru w niebyt i w święty spokój.
Śmierć jest okrutna i mało estetyczna, ale jest też wytchnieniem, wyzwoleniem z więzów cierpienia, niesprawności, starości. Bywa błogosławieństwem. Owszem, nigdy nim nie jest śmierć przedwczesna. Taka nie ma żadnego sensu i wyłącznie jest bólem dla tych, co zostają.
Tak sobie próbuję oswoić umieranie, by zwyczajnie nie zwariować i móc robić to, co kocham. Żyć z psami i nie umierać z każdym z nich z osobna.
Żegnaj Rasti. Do zobaczenia, być może w lepszym świecie.
sobota, 18 czerwca 2022
Maj
Maj to miesiąc obchodzonych u nas urodzin. 1 maja obchodziła swe urodziny Arina, 3 maja Adi i Emi, 8 maja Baru, a 26 Henia. Mieliśmy w związku z tym sporo okazji do świętowania.
Maj to także miesiąc licznych spotkań autorskich w bibliotekach. Od 8 maja do 15 trwał przecież Tydzień Bibliotek. Dla nas oznaczał on trzynaście spotkań w różnych miejscach. I nad morzem, i na Dolnym Śląsku, i w województwie kujawsko-pomorskim, i łódzkim oraz opolskim. W całym maju spotkań było 22. Każde z nich to okazja opowiedzenia widzom, o tym, że należy żyć w zgodzie z samym sobą, w zgodzie z naturą, z poszanowaniem praw zwierząt i z dbałością o zwierzęta i cały otaczający nas świat. Bez tego przestaniemy by dobrymi ludźmi. Spotkaniowa opowieść jest także o pasji, o życiu wypełnionym pasją i próbami jej realizacji. Także o zasadach regulujących takie życie. Albowiem w naszej pasji musimy mieć baczenie na świat wokół. Nie możemy jej realizować jego kosztem. Nie możemy eksploatować świata, nie możemy go burzyć. Nasza pasja musi być dla niego czuła i o niego dbająca. Tak samo dbać musimy o nasze zwierzęta. Nie możemy pasji realizować ich kosztem. One muszą brać udział w naszych działaniach ku własnemu szczęściu. Muszą to kochać, musza lubić być w terenie i z nami. Tylko wtedy nasze działania mają sens. I jeszcze dziać się to musi bez presji, bez pośpiechu. W ciszy i w spokoju. Tylko to ma sens. Nie w tłumie, nie w galopie i dzikim dążeniu do jakiegoś wydumanego sukcesu, jak ma to miejsce w sporcie wyczynowym. Nie, nie tędy droga. Odrzucam całe to zamieszanie, tę chorą rywalizację, tę potrzebę zwyciężania i pokonywania konkurentów i sił natury. W miejscu tego umieszczam pokonywanie wyłącznie własnych słabości i obcowanie z pięknem i potęgą natury. Kontakt z nią będący celem samym w sobie. Wyprawy psim zaprzęgiem odbywane dla samego bycia wśród natury, bycia z psami. Po prostu bycia na trasie. I to wszystko. Absolutnie wszystko. Poza tym nie ma nic, bo TO jest wszystkim.
Nie pojechałem na wyprawę tej zimy i okropnie brakowało mi nomadycznego życia, ale dzięki spotkaniom w rozmaitych miejscach w Polsce, miałem jednak okazję nieco takiego życia zaznać. Nie było mnie w domu przez wiele majowych dni i w tym czasie domem stał mi się stary Volkswagen Transporter, niemal żadnym nakładem środków finansowych przerobiony na kampera. Mieszkałem w nim, podróżowałem nim i zażyłem nieco szczęścia mogąc w towarzystwie Heni poszwendać się po górach. Byłem w Sokolikach u podnóży Karkonoszy, byłem na Ślęży, obeszliśmy dookoła zamek Książ, a na koniec w Heniutki urodziny włóczyliśmy się po czeskim Skalnym Mieście w Adrspachu.
Kamper, nie ważne za ile pieniędzy zrobiony, czy kupiony, daje ogromne możliwości. Oszczędza czas i pieniądze oraz pozwala poczuć się wolnym. Ot cała frajda z podróżowania takim autem. Mam nadzieje, że to nie ostatni raz.
środa, 20 kwietnia 2022
Spotkanie autorskie
Wydawnictwo Bubo to nasze małe, ale własne wydawnictwo. Witryna wydająca moje książki. Dwie jak dotąd. Niebawem dołączy do nich trzecia pod tytułem "Ponad wszystko".
Nasze wydawnictwo jest rodzinną, mikroskopijną firmą, w której wszystko robimy sami. Ja piszę, Daria jest pierwszym redaktorem i recenzentem, a po jej obróbce książki trafiają do nadredaktora Bartka Mełnickiego, który tekst zamienia w książkę i ebooka. Potem pozostaje już tylko druk i sprzedaż. Tą ostatnią zajmujemy się znowu samodzielnie, bo nie jesteśmy w stanie sprostać realiom panującym w hurtowniach i wielkich księgarniach. Rabaty, długie terminy płatności i niskie marże dla wydawcy, to warunki zupełnie nie dla nas.
Wydawanie i pisanie książek to pasja, ale i sposób na opłacenie rachunków. Stąd świadoma decyzja, by zajmować się także dystrybucją książek. W takim systemie działania niezwykle istotne są spotkania autorskie. To one dają realną szansę na dotarcie do czytelnika i opowiedzenie swojej historii. To dzięki spotkaniom świat dowiaduje się o moich książkach. Poza tym są one dla mnie prawdziwą przyjemnością. Uwielbiam opowiadać historie, których doświadczyłem. Uwielbiam mówić o naszych wspaniałych psach. O ich życiu i pasjach. O tym jak są inteligentne i jak wielkich mamy w nich przyjaciół. O każdym z naszych psiaków mogę mówić godzinami. Ponadto nie potrafię żyć bez kontaktu z naturą. Uwielbiam przebywać wśród drzew, rzek i jezior. Potrzebuję do szczęścia wiatru, słońca i nieba. O tym także opowiadam. Również o tym, jak potężna i piękna jest przyroda. Jak wspaniale jest czuć wiatr na twarzy i mróz szczypiący policzki. Mówię o słońcu, wichrze, śniegu i lodzie. O Laponii, o Arktyce. O ludziach i zwierzętach Dalekiej Północy. O zorzy polarnej i polarnej nocy. O reniferach i Samach, ich pasterzach. Opowiadam co czuje człowiek przemierzający arktyczne pustkowia jedynie ze swoimi psami, z którymi tworzy jeden zespół. Zespół niezwykle silnie związany ze sobą. Psio-ludzki zespół, w którym jeden jest za wszystkich i wszyscy za jednego. Najprawdziwsze partnerstwo i braterstwo.
Dlatego bardzo się cieszę na czekające mnie spotkania w najbliższym czasie. Pierwsze już jutro w Grębocicach na Dolnym Śląsku. Potem nadejdzie maj, najpiękniejszy miesiąc, a w nim Tydzień Bibliotek i worek ze spotkaniami rozwiąże się całkiem. We wszystkich tych spotkaniach towarzyszyć mi będzie Henia albo Flicka. Jesteśmy razem na szlaku, razem w życiu, to i na spotkaniach nie może być inaczej.
Zdjęcie dzięki uprzejmości Biblioteki Miejskiej w Chodzieży.poniedziałek, 14 marca 2022
Droga Psa
Wojtek Kurtyka, jeden z największych himalaistów świata, wiele lat temu, swoją życiową drogę przez najtrudniejsze góry świata, nazwał Ścieżką Góry. Nawiązywał w ten sposób do starego samurajskiego kodeksu Bushido i zawierającej się w nim Drogi Miecza.
Drogi, którą podążał świadomie japoński wojownik. Będącej zarazem drogą do celu i celem samym w sobie. To buddyjska filozofia stawiająca na piedestale samą drogę. Samo dążenie do celu.Kurtyka wzorem samuraja kroczył swoją Drogą Góry poświęcając się jej całkowicie. Stawiając przed sobą wielkie cele i robiąc wszystko co należy, aby je realizować.
To trudna droga. Wymagająca ogromnego samozaparcia i jeszcze większej pewności jej celu. Do tego im cel ambitniejszy tym ryzyko porażki większe. Ale jak ktoś kiedyś powiedział "dla wielkiej sprawy honornie jest nawet zginąć".
Otóż to, tylko wielkie cele warte są tego, aby im się poświęcić. Dla osiągnięcia wielkich celów warto poświęcić całe życie. Choćbyśmy nawet nigdy nie zdołali ich osiągnąć. Ważne, że próbujemy, że walczymy. Bierni nie osiągają niczego. "Kto ryzykuje ten pije szampana":))
środa, 9 marca 2022
Medytacja
Mało jest tak sprzyjających momentów do zastanowienia się nad życiem i sobą, jak czas długiej wyprawy. Przemierzamy ogromne odległości z psami. Rytm ich biegu wprowadza nas w pewien rodzaj transu. Sanie suną kołysząc się jedynie na nierównościach trasy, a nasz umysł ogarnia spokój. Prawdziwy błogostan.
Mushing tak ma, że wymaga zupełnego skupienia z jednej strony, ale zarazem daje mnóstwo spokoju. Ten przychodzi natomiast kiedy już wszystko opanujemy i mamy to pod kontrolą.
Wtedy zapadamy w trans. Nie tylko my, bo psów tak samo to dotyczy. Ich transem jest bieg. Jednostajny, miarowy kłus, od czasu do czasu przeplatany takim swoistym galopkiem, który być może pozwala im zachować kontakt z rzeczywistością. I wrócić od czasu do czasu do realnego świata.
Kiedy tak podróżujemy, to nasz umysł otwiera się na wiele bodźców przeoczanych na co dzień. W transie jesteśmy na nie bardziej otwarci i łatwiej im dostać się do naszych myśli.
Psy biegną, sanie suną, śnieg trzeszczy pod płozami, a nad głowami mamy zorzę polarną dodającą magicznej aury temu wszystkiemu. Myśl ma okazję wejść w obszary rzadko przez siebie odwiedzane i dotknąć spraw nawet zapomnianych.
Cisza panuje w naszych głowach. Milknie na dobre zgiełk cywilizacji. Stapiamy się w jeden twór z psami, śniegiem, powietrzem, słońcem i zorzą. Jesteśmy cząstką natury. Jedną z bilionów cząstek, z których składa się wszechświat. W takim momencie czujemy to wyraźnie.
Ten stan trwa i trwa, a my postępujemy przez śnieżne pustkowia, dalecy od ludzi i ich problemów.
Taki jest mushing.
To jest medytacja. Nawet nie wiemy dokładnie co wtedy dzieje się w naszych głowach. Albo nie pamiętamy po wszystkim. Od czasu do czasu przerywamy ten stan, by sprawdzić czy wszystko w porządku i zaraz zapadamy w niego ponownie.
To uzależnia. Co jakiś czas potrzebujemy takiej medytacji i wyciszenia. Jazda z psami przez śniegi Laponii daje nam go zawsze. Dlatego wciąż tam wracamy.
Riisitunturi
W Parku Narodowym Riisitunturi jest kilka miejsc, w których można przenocować. To jest najbardziej wypasione. Sześcioosobowa chata, wyposa...
-
Finlandia stwarza idealne warunki do zwolnienia naszego codziennego rytmu i poddania się zadumie. Wspaniałe krajobrazy, mało ludzi, dużo zw...
-
No i sypnęło śniegiem , więc tak naprawdę mamy już zimę. To zdjęcie zrobił Kacper na szczycie Riisitunturi 27 października. Opad śniegu spr...
-
Ludzie wyprowadzają się na wieś, by kosić trawę wokół domu co kilka dni, płoszyć krety, truć owady i generalnie czynić sobie ziemię poddaną....









